"Pitch Black", amerykański horror SF z 2000 roku w reżyserii Davida Twohy.

fot. Łukasz Śmigiel 2025

PLOT: W wyniku nieoczekiwanej awarii, transportowy statek kosmiczny Hunter Gratzner musi lądować na najbliższej, zdatnej do życia planecie. Z katastrofy cało uchodzą, m.in.: pilotka – Carolyn Fry, stróż prawa Jones i morderca, zbiegły więzień – Richard B. Riddick.

Twórcy lubią eksperymentować z horrorem. Niekiedy czynnikiem zmuszającym ich do szukania nowych rozwiązań jest niski budżet i ograniczenia w produkcji danego obrazu. Tak było w przypadku „Szczęk” Spielberga (1979), „Near Dark” Kathryn Bigelow (1987), czy „Terrifier” (2016) Damiena Leone i podobnie sprawa ma się z „Pitch Black” (2000) Davida Twohy. Zabierając się za ten projekt, reżyser miał już wprawdzie na koncie kilka poważnych sukcesów i mógł spodziewać się większego budżetu. Napisał przecież kasowy hit „The Fugitive” z Harrisonem Fordem (1993, reż. Andrew Davis) , czy „G.I. Jane” (1997, reż Ridley Scott) z Demi Moore, a także, nieco wcześniej - doceniane przez fanbazę grozy, „Critters 2” (1988, reż Mick Garris), czy „Warlock” (1989, reż Steve Miner). Umiarkowany sukces osiągnęło również wyreżyserowane przez niego „The Arrival” z 1996 roku (czyli kosmiczny thriller z Charliem Sheenem). Do wykorzystania przy nowym projekcie, Twohy dostał jednak jedynie nieco ponad 20 milionów i „takiej sobie” jakości scenariusz... horroru o duchach na obcej planecie (autorstwa Kena i Jima Wheatów, znanych m.in. z „Nightmare on Elm Street 4” z 1988 i „The Fly II” z 1989 r.). Niczym nie zrażony reżyser, zakasał jednak rękawy i wziął się ostro do roboty, mocno przepracowując cały projekt.

Główną protagonistkę z pierwotnego scenariusza (w stylu Ripley), zamienił na troje, niemal równorzędnych bohaterów, nie mówiąc przy tym aktorom, kto tu jest najważniejszy. Wszystko miało się wyjaśnić w czasie kręcenia filmu. Okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda, bowiem każdy z aktorów chciał zabłysnąć i pokazać się z jak najlepszej strony, szczególnie w co bardziej dramatycznych scenach. Na planie dość wybuchowo zderzyły się więc aż trzy wersje ego. Aktorka Randha Mitchell zagrała panią pilot, która podczas awaryjnego lądowania niemal rozbija statek kosmiczny Hunter Gratzner na obcej planecie. Wśród ocalałych z katastrofy od razu wyróżniają się jeszcze – Jones (w tej roli Cole Hauser), typ przywódcy w uniformie kosmicznego policjanta oraz Vin Diesel – eskortowany do więzienia, zbieg i morderca. Dzięki temu, że Twohy sam nie wiedział do końca, kto z tej trójki przeżyje i które z nich okaże się postacią pozytywną – „Pitch Black” nieustannie zaskakuje nas nagłymi zwrotami akcji. W ten sposób, prosta historia o statku rozbitym na obcej planecie, staje się, trzymającym w napięciu, wielowymiarowym dreszczowcem, który co rusz, zmusza bohaterów do podejmowania trudnych wyborów. Żadna z głównych postaci nie jest czarno-biała. Każde z nich ma coś za uszami i posiada silną, wiarygodną motywację do działania. Oczywiście - „Pitch Black” nie jest filmem na miarę „Infiltracji” Scorsese (2006), ale konflikty, z którymi mierzą się występujący tu bohaterowie, wydają się ciekawsze nawet od tych z „Obcego” Ridleya Scotta (1979).

fot. Łukasz Śmigiel 2025

W zasadzie, każdy z aktorów pierwszego i drugiego planu, ma w scenariuszu do zagrania, przynajmniej jedną, zapadającą w pamięć scenę, której się nie spodziewamy. Z kilkoma postaciami, Twohy pozwoli nam się zresztą spotkać w kolejnych filmach z cyklu i mam wrażenie, że on także polubił tych bohaterów. A nawet jeśli - dany aktor, czy aktorka nie mieli żadnej ciekawej kwestii do wypowiedzenia na planie, to przynajmniej umierają w pomysłowym i wizualnie dopieszczonym stylu.

A skoro jesteśmy przy umieraniu. „Pitch Black” to film, który pędzi do przodu niczym klasyczny slasher albo survival horror. Jak wspomina bohater grany przez Vin Diesla, słynny Riddick: Zobaczycie, że kiedy tylko zacznie się umieranie, cała nasza zwariowana rodzinka, rozpadnie się w mgnieniu oka. I rzeczywiście - Twohy burzy nasz wewnętrzny spokój i uderza w nas emocjonalnie, zabijając już w pierwszych kilku minutach filmu. Dziesięć trupów na ekranie w czasie niecałych 2h fabuły to całkiem niezły wynik, a większość przedstawionych tu śmierci rzeczywiście jest unikalna i ciekawie pokazana. Takie fabularne zagranie przekonuje nas, że w tej historii nie ma żartów, a reżyser może postawić krzyżyk na każdym z bohaterów w dowolnej chwili. Na dodatek nie wiemy z której strony nadejdzie zagrożenie. Historia zaczyna się bowiem od kosmicznej katastrofy, tylko po to, aby chwilę później straszyć nas Riddickiem, aż wreszcie okazuje się, że na feralnej planecie żyje coś dużo groźniejszego od człowieka i jego wynalazków.

Obcych, którzy zagrażają ocalałym z katastrofy, zaprojektował Patrik Tatopoulos. Specjalista od wszelkich okropności, o którym opowiemy sobie jeszcze przy okazji takich tytułów jak „Silent Hill” (2006, reż. Christophe Gans), „I am a Legend” (2007, reż Francis Lawrence), czy „Ruins” (2008, reż Carter Smith). Stwory, które Tatopoulos obmyślił na potrzeby „Pitch Black” nie są być może aż tak oryginalne jak Xenomorfy H. R. Gigera, ale za to, ich cykl rozwojowy, to prawdziwa ciekawostka i dowód na to, że komuś naprawdę chciało się pomyśleć nad scenariuszem. W toku rozwoju fabuły poznajemy bowiem trzy stadia rozwoju bestii, które z chwili na chwilę, stają się coraz groźniejsze. Wprawdzie niektóre efekty CGI odrobinę się zestrzały (chociaż mam wrażenie, że w wersji Blue-Ray, choć to zaskakujące – wyglądają lepiej niż na DVD), ale w większości wypadków, Twohy niewiele musi nam pokazywać, bo bohaterów otacza przecież tytułowe pitch black.

Dzięki temu, że potwory i przestrzeń, w której żyją, są dobrze pomyślane (zwróćcie uwagę na przydatną dla bohaterów ich larwalną postać, realistyczne miejsca lęgu oraz wzajemną agresję i używanie echolokacji), nie skupiamy się tak bardzo na kilku dziurach w scenariuszu. Niełatwo bowiem uwierzyć w to, że bohaterowie trafiają na planetę o trzech słońcach, akurat w momencie, gdy po 22 latach następuje tam totalne zaćmienie. Na dodatek, właśnie wtedy na żer wychodzą, nie przepadające za światłem potwory, a w grupie rozbitków szczęśliwie znalazło się miejsce dla bohatera widzącego w ciemności (mordercy i skazańca, Riddicka). Ech... powiedzieć, że ktoś to szył grubą czcionką w scenariuszu, to nic nie powiedzieć. Na szczęście jednak zapominamy o tych fabularnych mieliznach dość szybko, bo reszta motywów, scen i zdarzeń nieustannie nas zaskakuje i jest do bólu logiczna. Zwróćcie np. uwagę na kolor amunicji, której używa kosmiczny policjant, Jones w jednej z decydujących scen (i do czego to prowadzi). Twohy, gdzie tylko mógł, zadbał o drobiazgi.

fot. Łukasz Śmigiel 2025

Przy zdjęciach w australijskich plenerach pomógł mu specjalista od pokazywania tamtych terenów – David Eggby, były fotograf Royal Australian Navy (m.in. „Mad Max” z 1979, reż. George Miller, czy „Quigley Down Under” z 1990 roku, reż. Simon Wincer). Dzięki tej współpracy całość filmu wydaje się spójna, a świat przedstawiony jest całkiem wiarygodny. Na tle obcej planety, kosmitów oraz postaci pierwszego i drugiego planu, najbardziej wyróżnia się oczywiście Vin Diesel. Jego głos Groota jest niepowtarzalny i otwiera całą historię. Wrażenie robi także jego potężna, umięśniona sylwetka, niemal naga czaszka i gogle przysłaniające intrygująco połyskujące oczy. Facet wygląda jak skrzyżowanie wrestlera z gangsterem wziętym prosto z Południowego Bronxu. Nie dziwi więc, że w czasie testowych pokazów filmu, publiczność od razu pokochała odgrywanego przez niego antybohatera, a Twohy (po niespodziewanym sukcesie obrazu), postanowił rozbudować jego historię do poziomu pełnowymiarowej franczyzy, która żyje do dziś.

Nie same mięśnie, gogle i łysa czaszka tworzą jednak bohatera, lecz to jak pokazuje go kamera. Oglądając „Pitch Black” ma się wrażenie, że Twohy użył wszystkich dostępnych sztuczek, aby ten niewielki, niszowy filmy wyglądał inaczej niż wszystko co wcześniej widzieliśmy. Kilka lat później podobnie eksperymentować będą - Danny Boyle przy kosmicznym horrorze „Sunshine” (2007) i Christian Alvart przy thrillerze SF, pt. „Pandorum” (2009). Żaden z nich nie zbliży się jednak do skali rozmachu Twohy’ego. 
    Przy „Pitch Black” mocno eksperymentowano m.in. z kolorystyką. Oryginalne negatywy z filmem trzeba było podobno poddać trudnej chemicznej obróbce, aby uzyskać niepowtarzalny efekt (ryzykowny, bo nie było szans na odzyskanie taśmy, gdyby coś poszłoby nie tak). Prócz tego, na ekranie co rusz widzimy dynamiczne zmiany ujęć, teledyskowy montaż, zwolnienie i przyspieszenie akcji, rozmycia i różnorakie filtry. Kamera okrąża bohaterów, pokazuje ich z góry, z boku albo podąża za nimi jak na filmie dokumentalnym. Po prostu nie sposób się nudzić. Od połowy filmu, zaczyna się zabawa światłem i ciemnością, wyciemnianiem i rozjaśnianiem twarzy. W historii kina nie ma drugiego horroru w kosmosie, który równie ciekawie bawi się obrazem. I pomyśleć, że wszystko to wymusiły dziury w produkcyjnym budżecie.

Przy czym, nie tylko brak pieniędzy inspirował ekipę do zastosowania innowacyjnych i kreatywnych rozwiązań. Problemów na planie nie brakowało i każdego dnia zdjęciowego, trzeba było na jakimś poziomie improwizować. Do filmowania wybrano porę roku, gdy w Australii bywa dość chłodno, dzięki czemu nie ma problemu owadami, ale za to... na aktorów trzeba było nakładać sztuczny pot, a ich usta filmować bez pokazywania uchodzącej z nich pary. Kanion, w którym rozgrywa się akcja na sam koniec obrazu okazał się tak tanią i kompaktową scenografią, że wykorzystano każdą możliwą zmianę ujęcia kamery, aby sztucznie go wydłużyć. Soczewki z oczu Vin Diesla nie chciały dać się zdjąć w przerwach od zdjęć, ale aktor – ryzykując zdrowie, nalegał aby w nich dalej pracować. Jego kolega z planu, Cole Hauser, nie mając zgody producentów, sam zaryzykował trudne ujęcie z igłą strzykawki dostającą się do oka. Ekipę uwięzioną na australijskim pustkowiu, bez ustanku zaskakiwała zła pogoda. Smagał ich wiatr, a dekoracje zalewał deszcz. Koniec końców – nawet niezmordowany Twothy, uznał pracę nad „Pitch Black” za przymusowy obóz przetrwania rodem z koszmaru.

Z bolesnego procesu twórczego powstał jednak solidny film, który stał się punktem wyjścia dla szeregu produkcji w tym samym uniwersum – kolejnych obrazów kinowych, animacji, gier wideo i komiksów. Zaraz potem Twohy zabrał się do pracy przy dreszczowcu SF „Impostor” (na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka, 2001, reż. Gary Fleder) i horrorze „Below” z Darrenem Aronofskym (2002). Rozpędu nabrały także kariery Vin Diesla, Radhy Mitchell i Cole'a Hausera.

fot. Łukasz Śmigiel 2025

Po tylu latach, „Pitch Black” nadal robi wrażenie. Jako horror nie jest może szczególnie straszny, ale kategorię wiekową „R” otrzymał nie bez przyczyny. Zapewniam, że film utrzyma was w napięciu do samego końca, a kilka scen i dialogów - na zawsze zostanie wam w głowie. Nagle bowiem okaże się, że ta z pozoru prosta, tania opowiastka SF, porusza tak istotne tematy jak - poświęcenie, wiara, heroizm i ludzka walka o przetrwanie, które to motywy, pięknie podkreśla, nie narzucająca się zbytnio ścieżka dźwiękowa Graeme’a Revella.

Kto ma nie oglądać? Osoby, które nie lubią kompozycyjnej zasady Strzelby Czechowa, antyfani horrorów SF oraz publiczność, dla której groza to tylko golizna i flaki.

"Pitch Black" dostaje solidne 5 z 6 Bloody Mary.

Any last words? Tu i ówdzie, można znaleźć trudno dostępną wersję reżyserską obrazu, w której mamy kilka istotnych, dodatkowych scen. Polecam także bezpośrednią kontynuację filmu w postaci anime Petera Chunga („The Chronicles of Riddick: Dark Fury”) oraz dwa prequele będące grami wideo: „The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay” (2004) i „The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena” (2009).


All rights reserved by Łukasz Śmigiel 2025.
Tekst, zdjęcia i grafiki by Łukasz Śmigiel.
No AI was used, while making this blog.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Terrifier", amerykański slasher z 2016 roku w reżyserii Damiena Leone.

"Aligator", amerykański horror (animal attack) z 1980 roku w reżyserii Lewisa Teague.

„Piątek 13” (Remake), amerykański slasher z 2009 roku w reżyserii Marcusa Nispela.