SUPLEMENT, czyli lista rezerwowa: „Elvira, władczyni mroku”, amerykańska komedia grozy z 1988 roku w reżyserii Jamesa Signorellego.

fot. Śmigiel 2025

PLOT: Tytułowa Elvira, to ekscentryczna prowadząca, która ma swój telewizyjny show na temat horrorów klasy B. Program prezentuje opowieści w stylu dzieł Rogera Cormana (fragment jednego z jego filmów – „It Conquered the World z 1956 roku, otwiera nawet całą historię). Po zmianie szefostwa, wierna swym zasadom bohaterka, traci pracę. Nie poddaje się jednak i planuje zgromadzić pieniądze na własne Show w Las Vegas. Niespodziewana śmierć dalekiej ciotki, daję Elvirze. Krewna pozostawia jej bowiem tajemniczy spadek (zrujnowaną willę rodem z horroru, niezwykłą księgę kucharską i… psa). Kłopot w tym, że spadek czeka na nią gdzieś w malutkim miasteczku, daleko na południu Stanów.

*Szybko wyjaśniając – Aktorka Cassnadra Peterson rzeczywiście stworzyła na potrzeby prawdziwego programu telewizyjnego, pt. „Elvira's Movie Macabre”, ekscentryczną postać prowadzącej o imieniu Elvira. Opisywany tutaj film kinowy, opowiada o losach tej fikcyjnej postaci.

Co może się wydarzyć, jeżeli ten sam obraz tworzą – James Signorelli, reżyser „Saturday Night Live” i „Akademii Policyjnej 2” (1985) oraz Sam Egan, scenarzysta biografii Johna Lennona („Imagine: John Lennon” 1988, reż. Andrew Solt)? Opcje są tylko dwie - albo ich wspólne dzieło okaże się wielką finansową niespodzianką albo też... wtopą w box office, która z czasem zyska cult following.

„Elvira, władczyni ciemności” jako hollywoodzki projekt, miała pecha. Nie dość, że nie była filmowym arcydziełem, to jeszcze studio stojące za produkcją, całkowicie położyło jej dystrybucję i promocję. Co ciekawe, z początku, film miał reżyserować młody Tim Burton (który rzeczywiście mógłby uczynić tę opowieść absolutnie wyjątkową), a z castingu odpadli m.in. Vincent Price i Brad Pitt. Być może, gdyby te trzy wybitne nazwiska zostały zaangażowane do pracy przy w filmie o Elvirze, wszystko potoczyłoby się inaczej. Tak się jednak nie stało. W zamian otrzymujemy niezbyt mądrą, ale całkiem zgrabnie zrealizowaną, slapstickową komedię grozy. Obraz, który spokojnie można postawić na półce, obok „Rodziny Addamsów” (Barry Sonnenfield, 1991) i „Soku z żuka” (Tim Burton, 1988).

fot. Śmigiel 2025


Trzeba przyznać, że postać Elviry – wymyślona i brawurowo zagrana przez Cassandrę Peterson, jest jedyna w swoim rodzaju. Elvira posiada ikoniczny look i ma wyjątkowy charakter. Charakterystyczna peruka, suknia eksponująca biust (który jest w filmie swego rodzaju leitmotivem) i cięty język bohaterki, tworzą unikalną wariację na temat słynnych pań - Morticii i Wednesday Addams. Mnie osobiście, Elvira kojarzy się także z Cher oraz Dolly Parton (również ze względu na umiejętności wokalne i taneczne). I choćby dla samej kreacji Peterson, warto zobaczyć ten film.

Obraz kosztował jak na tamte lata niemało, bo ponad siedem milionów dolarów, ale szybko staje się jasne, że dodatkowe pieniądze na produkcję, zdecydowanie by nie zaszkodziły. 

Mocne otwarcie filmu, z Elvirą prowadzącą odjechane auto (Ford Thunderbird z 1959), malowniczo wybuchającą stacją paliw i typowymi 80s songs w tle – wszystko to przekonuje nas, że zaraz zobaczymy coś na na miarę pierwszych „Ghostbusters” (Ivan Reitman, 1984). Niestety, kinowa Elvira, tylko w niektórych scenach wznosi się nieco ponad standard przyzwoitego skeczu z „SNL”. A szkoda, bo są tu wątki, które można było naprawdę mądrze rozwinąć od strony fabularnej i wizualnej. 

Ciekawe jest na przykład to, jak szalona Elvira zmienia purytańską społeczność małego, amerykańskiego miasteczka i w jaki sposób przyciąga do siebie młodzież. Intrygującym wydaje się motyw „mądrej czarownicy” i wątek bycia sobą - niezależnie od tego, jak inni nas oceniają. Wszystkie te smaczki są ukryte gdzieś w scenariuszu, ale reżyserowi zabrakło albo odwagi albo pieniędzy, aby je wyeksponować.

Zamiast mądrej komedii, dostajemy więc zgrabnie zmontowany skecz, z kilkoma dobrze zrobionymi efektami specjalnymi, które (ponownie, niestety!) nie przebijają poziomu telewizyjnych „Muppetów”. Całość jest jednak miła w odbiorze, nie nudzi się i co chwilę urzeka nas nutką burtonizmu przepuszczonego przez kolorowe filtry MTV. A kiedy widzowie zbierają się do tego, aby westchnąć z politowaniem i wywrócić oczyma, Elvira kolejny raz, robi albo mówi coś, co nie pozwala nam oderwać się od ekranu.

Dlatego - choć nie ma potrzeby, aby wpisywać ten tytuł na listę przedśmiertnych must see, warto go zobaczyć, choćby ze względu na burtonowską manierę. Zapewniam, że w czasie seansu, będziecie się śmiać przynajmniej kilka razy. A dodatkowo, niektóre ładnie skonstruowane sceny – na przykład taniec w stylu „Flashdance" (Adrian Lyne, 1983), sekwencja z płonącym stosem, finalna walka z czarnym charakterem, czy pokaz w Las Vegas – z pewnością na dłużej zapiszą się w waszej pamięci. I pamiętajcie, Elvira nie pretenduje do miana wielkiego dzieła. To tylko zgrabna, mroczna komedia z 1988 roku, która mogła osiągnąć o wiele więcej.

fot. Śmigiel 2025


Co ciekawe, wiele lat po premierze, Elvira powróciła na ekrany w jeszcze bardziej kameralniej kontynuacji, pt. „Nawiedzone wzgórza” z 2001 roku (reż. Sam Irvin). Także i ten film, wyraźnie pokazuje, że wykreowana przez Peterson postać (znana dziś również z komiksów i gier video), zasługuje na więcej. 

Moim zdaniem, władczyni mroku, może śmiało powinna przekazać pałeczkę młodszej następczyni, a jej legenda powinna być rozwijana. Elvira jest potrzebna kulturze grozy. Tylko ona potrafi niezwykle zgrabnie zapowiadać karkołomne filmy w stylu: „Attack of the Killer Tomatoes” (John DeBello, 1978). Elvirę można śmiało nazwać zwariowaną ciotką Ozziego Osbourna (RIP) i kuzynką Alice'a Coopera. Myślę , że byłaby wymarzoną dziewczyną dla Beetlejuica, a skoro w komiksach spotyka samego Draculę i H.P. Lovecrafta, to wszystko jest możliwe.

Kto nie powinien oglądać tego horroru? Ludzie, których łatwo obrazić niewyszukanym humorem i ironią. Osoby wrażliwe na tematy okultyzmu, sukni z dekoltem i farbowanych pudli.

"Elvira Mistress of the Dark" otrzymuje 4 z 6 Bloody Mary.

All rights reserved by Łukasz Śmigiel 2025.
Tekst, zdjęcia i grafiki by Łukasz Śmigiel.
No AI was used, while making this blog.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Terrifier", amerykański slasher z 2016 roku w reżyserii Damiena Leone.

"Aligator", amerykański horror (animal attack) z 1980 roku w reżyserii Lewisa Teague.

„Piątek 13” (Remake), amerykański slasher z 2009 roku w reżyserii Marcusa Nispela.