Posty

Wyświetlam posty z etykietą monster movie

„Dom tysiąca trupów", amerykański horror (gore, splatter, torture porn) z 2003 roku w reżyserii Roba Zombie.

Obraz
fot. Łukasz Śmigiel 2026 FABUŁA: Druga połowa lat 70. Grupa młodych przyjaciół podróżuje po USA, zbierając materiały do książki o nietypowych atrakcjach turystycznych. Przypadkiem trafiają do przydrożnego muzeum osobliwości Kapitana Spauldinga, gdzie poznają legendę o seryjnym mordercy – Doktorze Szatanie. Zaintrygowani historią, postanawiają zbadać ją na własną rękę. „Dom tysiąca trupów” to pełnometrażowy debiut Roba Zombie, który wcześniej pracował na zlecenie studia Universal nad stworzeniem unikalnego, nawiązującego do jego własnej twórczości muzycznej horrorowego parku rozrywki. Któregoś dnia, podczas niezobowiązującej rozmowy, producenci zapytali go o pomysł na film. Muzyk opowiedział im wymyśloną na poczekaniu historyjkę w stylu „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” (1974, reż. Tobe Hooper), a zaledwie kilka dni później przyniósł 12 stron treatmentu. Zanim się obejrzał, pojawiły się pieniądze, a prace nad projektem ruszyły z kopyta. Czy Rob Zombie wiedział, co robi? Zapewne ni...

"Relikt", amerykański horror (monster movie) z 1997 roku w reżyserii Petera Hyamsa.

Obraz
fot. Łukasz Śmigiel 2026 Fabuła: Antropolog John Whitney, pracujący dla Muzeum Historii Naturalnej w Chicago, bada plemiona w dżunglach Ameryki Południowej. W czasie jednej z wypraw naukowiec natrafia na przerażający, prastary kult. Whitney znika w tajemniczych okolicznościach, a do muzeum dociera ładunek z posążkiem przedstawiającym dziwaczną bestię. Nie jest to film pozbawiony wad, ale tak rzadko dostajemy wysokobudżetowy monster movie , który ma do tego całkiem przyzwoitą fabułę, że warto na dzieło Petera Hyamsa spojrzeć przychylnym okiem. Szczególnie że obraz powstał na podstawie bestsellerowej powieści, prezentuje niezłe efekty i broni się mocną obsadą. Wszystko to sprawia, że przynajmniej w czasie pierwszego seansu nie będą nas kłuły w oczy fabularne dziury i momenty, w których akcja niepotrzebnie zwalnia. Ale wszystko po kolei. Scenariusz „Reliktu” pisało kilka osób. Zazwyczaj jest to sygnał ostrzegający przed tym, że fabularnie coś się nie kleiło. Tym razem było jednak inaczej...