Posty

Wyświetlam posty z etykietą clown

„Dom tysiąca trupów", amerykański horror (gore, splatter, torture porn) z 2003 roku w reżyserii Roba Zombie.

Obraz
fot. Łukasz Śmigiel 2026 FABUŁA: Druga połowa lat 70. Grupa młodych przyjaciół podróżuje po USA, zbierając materiały do książki o nietypowych atrakcjach turystycznych. Przypadkiem trafiają do przydrożnego muzeum osobliwości Kapitana Spauldinga, gdzie poznają legendę o seryjnym mordercy – Doktorze Szatanie. Zaintrygowani historią, postanawiają zbadać ją na własną rękę. „Dom tysiąca trupów” to pełnometrażowy debiut Roba Zombie, który wcześniej pracował na zlecenie studia Universal nad stworzeniem unikalnego, nawiązującego do jego własnej twórczości muzycznej horrorowego parku rozrywki. Któregoś dnia, podczas niezobowiązującej rozmowy, producenci zapytali go o pomysł na film. Muzyk opowiedział im wymyśloną na poczekaniu historyjkę w stylu „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” (1974, reż. Tobe Hooper), a zaledwie kilka dni później przyniósł 12 stron treatmentu. Zanim się obejrzał, pojawiły się pieniądze, a prace nad projektem ruszyły z kopyta. Czy Rob Zombie wiedział, co robi? Zapewne ni...

"Terrifier", amerykański slasher z 2016 roku w reżyserii Damiena Leone.

Obraz
fot. Łukasz Śmigiel 2025 Fabuła: Dwie dziewczyny – Tara i Dawn – wracają nocą z suto zakrapianej imprezy halloweenowej. Po drodze natykają się na osobliwego mężczyznę w przebraniu koszmarnego klauna, który z milczącą i złowrogą determinacją zaczyna podążać ich śladem. „Terrifier” to horror, który zdecydowanie nie jest pozycją dla każdego. Z pewnością nie zaczynałbym od tego seansu swojej przygody z kinem grozy, a jednak bez dłuższego zastanowienia umieściłem go na osobistej, subiektywnej liście 1001 filmów, które warto zobaczyć przed śmiercią. Istnieje ku temu przynajmniej kilka bardzo dobrych powodów, ale dla porządku zacznijmy od... minusów. Fabuła obrazu, jakby zainspirowana jedną z krwawych legend miejskich, wydaje się szczątkowa, wręcz pretekstowa, a wszystkie dialogi można by bez trudu spisać na jednej kartce papieru i raczej nie zapadną nam one w pamięć. Podobnie rzecz ma się z minimalistyczną oprawą muzyczną, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. „Terrifier” narodził się ...